Ciąża po duńsku

hipoalergiczni_jolanta_petersen_plaza_dziecko

Nie we wszystkich europejskich krajach alergia zbiera coraz większe żniwa. W Danii skutecznie prowadzone kampanie edukacyjne przynoszą skutek. Jak wygląda edukacja duńskiej mamy? Czy faktycznie Dania to kraj porodów domowych? Swoimi doświadczeniami w pracy położnej w Danii, podzieliła się z nami Jolanta Petersen.

Hipoalergiczni: Naszą inspiracją jest Dania, a Pani ma okazję pracować jako położna zarówno w Polsce, jak i w Danii. Czy rzeczywiście tematyka alergii jest tam tak powszechna?

­­

hipoalergiczni_flaga_daniiJolanta Petersen: Szczerze mówiąc, to co Wy dopiero zaczynacie, w Danii pojawiało się już na początku lat 90-tych. W Polsce jeszcze trochę musimy popracować, ale jest światełko w tunelu, bo spotyka się coraz więcej osób, którym zależy, które wiedzą, że można żyć inaczej, zdrowo się odżywiają. To nie chodzi tylko o samą alergię, ale o poprawę jakości życia w ogóle.

 H: Jaka jest w Danii rola położnej w edukacji na temat alergii?

JP: W Danii jest program ogólnokrajowy i jako położne jesteśmy zobowiązane do edukowania kobiet w ciąży. Duńskie Towarzystwo Położnych na swojej stronie internetowej wyraźnie podkreśla, co jest najważniejsze – „Zero chemii w ciąży” i bynajmniej nie chodzi tu o chemię pomiędzy partnerami. Towarzystwo jest nie tylko związkiem zawodowym, pełni także funkcję naukową dla nas, położnych. Dzięki temu na bieżąco możemy się dokształcać w temacie alergenów. I to nie jest nowość. Już w latach 90-tych, jak studiowałam, tematy w stylu „Chemia a ciąża”, „Chemia a połóg” były przerabiane z dużą starannością. Parę lat temu przeprowadzana była kampania edukacyjna dla położnych, podczas której uczono nas na przykład, jak przygotować pokój dla dziecka, jak wybrać bezpieczne farby, z czego powinno być zrobione łóżeczko. My jako edukatorki, które mają najbliższy kontakt z ciężarną musimy orientować się, jakie kosmetyki doradzić, jakie farby do włosów, jakie jedzenie.

H: To znaczy, w jaki sposób ma się odżywiać ciężarna według duńskich zaleceń?

JP: Tam nie ma takich mitów i drastycznych ograniczeń dietowych jak czasem można spotkać w Polsce. Kobiecie karmiącej piersią nikt nie mówi, żeby nie jeść czosnku i cebuli, bo dziecko będzie miało wzdęcia. Ważniejsze jest, aby nie jeść wysoko przetworzonych produktów spożywczych, żeby unikać konserwantów, unikać cukru i białej mąki, a w zamian wybierać produkty eko, z zaufanej piekarni czy lokalnych mleczarni. Nie ma straszenia, ale jest uświadamianie, że zdrowe odżywianie matki jest bardzo ważne dla zdrowia dziecka karmionego piersią. W Polsce spotyka się ciągle sytuacje, gdy zdezorientowane młode mamy przez cały połóg jedzą tylko ziemniaki i kurczaka, bo boją się tknąć co innego. A nie o to chodzi.

H: Czy Dunki stosują rzeczywiście takie zalecenia?

hipoalergiczni_jolanta_petersen_grenladnia_2JP: W duńskich sklepach spożywczych widzę jak kobiety wybierają z półek produkty eko. I to wcale nie dotyczy tylko kobiet wykształconych. Świadome są także kobiety, które skończyły zawodówkę, dbanie o zdrowie swoje i dziecka nie wiążę się z edukacją czy elitą. Duńskie produkty spożywcze eko są w tej samej cenie lub tańsze niż te masowo produkowane, bezwartościowe. Wybór zdrowych produktów i, też w pewnym sensie, promowanie zdrowego trybu życia jest rolą matki. Mogę opowiedzieć zabawną historię mojej przyjaciółki z Danii, której przyjmowałam 3 porody. Byłyśmy razem w sklepie spożywczym i jej synek oczywiście pobiegł do lodówki z kolorowymi napojami, krzycząc „mama ja chcę colę”. Co ona zrobiła? Otworzyła lodówkę, wyciągnęła z niej zwykłą gazowaną wodę mineralną z kolorową etykietką i dała swojemu synkowi jako colę. On był dumny, że dostał tę upragnioną colę, a my puściłyśmy do siebie oczko, wiedząc, że taki wybór zaprocentuje w przyszłości.

H: Czy tylko na chemię w jedzeniu trzeba uważać?

JP: Istotne jest na pewno to, w czym pierzemy pieluszki i ubranka, czym myjemy dziecko. W Danii mają wręcz fioła na tym punkcie. To żadna nowość, że tam absolutnie wszystko jest „bez” – bez zapachu, bez parabenów, bez barwników. Są to produkty od szamponu do Duńczycy szukają produktów naturalnych, bez zbędnej chemii.włosów, poprzez żele, balsamy do ciała, aż po kremy. Nie są to wcale produkty niszowe. W popularnych sieciach drogeryjnych są całe półki kosmetyków bez chemii. Na początku oczywiście opakowania z wyglądu były dość skromne, teraz etykietą niczym nie różnią się od popularnych marek – są równie kolorowe i zachęcające. Może też dlatego coraz więcej osób zwraca na nie uwagę. Te, nazwijmy to, bezpieczne kosmetyki są także wynikiem przemyślanej produkcji – opakowania są biodegradowalne, a ich skład ma minimalny wpływ na środowisko naturalne. To dotyczy zarówno kosmetyków dla dorosłych, jak i dla dzieci.

H: A chemia domowa?

JP: Ten trend bezzapachowy sięgnął również produktów chemii domowej. Nie pachną proszki, płyny do mycia podłóg, a nawet kapsułki do zmywarek. Na wielu opakowaniach znajdziemy opis „hipoalergiczny” „0 substancji zapachowych” itd. Oczywiście, że tam ludzie mają możliwość wyboru, ale kupią eko produkty, bo są bezpieczne i do tego tańsze.
Warto brać z tego przykład. Ta świadomość, że „jestem tym, co wkładam do garnka, czym myję swoje dzieci, w czym piorę ubrania” była w Danii wypracowywana przez wiele lat, więc przed nami jeszcze trochę pracy. Jako położne na pewno mamy w tym spory udział.

H: No właśnie jaka jest pozycja zawodowa położnej w Danii?

JP: Nie tylko w Danii, ale w całej Skandynawii położne prowadzą wszystkie ciąże – bliźniacze, ciąże dziewczyn z cukrzycą czy w ogóle obciążone jakimś ryzykiem. Nawet jeśli jest konieczność wizyty lekarskiej, to odbywa się ona równolegle z wizytą u położnej. Kobiety mają minimum 7 wizyt u położnej. Także położna bierze na klatę wszystkie problemy – diety, kosmetyków, codziennego życia. W Danii nie wzywa się lekarza do porodu, cięcia cesarskie czy umieralność podczas porodu są minimalne.

H: Z czego to może wynikać?

JP: Z edukacji na pewno. Kilkanaście lat temu uświadamiano kobiety, w jaki sposób zminimalizować ryzyko śmierci kołyskowej, która jest wynikiem bezdechu. W Polsce nigdy się o tym nie mówiło, dopiero teraz widzę, że coś zaczyna się dziać w tym temacie także u nas. A wystarczy edukacja rodziców. Noworodek nie może spać w przegrzanym pokoju, maksymalna temperatura to 21°C, w całym domu, nie tylko w pokoju dziecka, musi panować absolutny zakaz palenia papierosów, poza tym dziecko powinno spać na plecach, a nie na brzuchu lub na boku. To są 3 podstawowe zasady, które faktycznie pomagają skutecznie chronić dziecko. Po duńskiej kampanii bardzo spadła umieralność noworodków, więc to tylko potwierdza, że warto edukować kobiety w ciąży, warto o tym mówić.

H: Czy w Danii prowadzone są jakieś kampanie związane z alergią?

JP: Jak zaczynałam pracę położnej, to był taki program profilaktyki alergii,hipoalergiczni_jolanta_petersen_grenladnia_1 który polegał na pobieraniu krwi pępowinowej i badaniu jej w kierunku poziomu przeciwciał. Szczególnie, jeśli z wywiadu z rodzicami wynikało, że są alergikami, a więc dziecko może być obciążone skłonnością do alergii. Teraz już tego się nie robi, prawdopodobnie sytuacja została opanowana i nie ma takiej potrzeby.

H: W porównaniu ze Skandynawią, u nas poród domowy to rzadkość. Czy kobiety boją się takich porodów?

JP: W Polsce mam wrażenie, że strachem przed rodzeniem w domu kobiety zarażają się od swoich lekarzy. Jeśli lekarz w ciągu ponad 20-letniej praktyki przyjmuje 50% porodów z cięciem cesarskim, to trudno, żeby kobieta wierzyła, że jest w stanie urodzić dziecko bez interwencji chirurgicznej. Jeśli kobieta wyczuwa w położnej czy lekarzu lęk, to ona na pewno zacznie się bać. Ja sama miałam pacjentki, które myślały o porodzie domowym i miały ku temu warunki, ale w ostatniej chwili rezygnowały, bo spotykały się z takim oporem i lękiem swoich lekarzy. Zwykle potem żałowały, że dały się wmanipulować w szpital.

H: Skąd więc w Danii takie zainteresowanie porodem domowym?

JP: W Danii sporo dziewczyn rodzi w domu. Są 2 modele. Można urodzić z położną z oddziału porodowego, która jedzie do domu ciężarnej. Takie jest prawo, system duński przewiduje porody domowe. Jest to o tyle ryzykowne, że przy wielu porodach w szpitalu, taka położna nie może po prostu zejść z dyżuru, a kobieta, która miała rodzić w domu, musi jednak pojawić się w szpitalu.
Jest też drugi model – korzystanie z usług prywatnych położnych. Są już w Danii regiony, które finansują takie prywatne położne. Okazało się bowiem, że dla państwa koszt jest niski w stosunku do tego, jak podnosi to poziom życia i satysfakcję społeczeństwa. Taki system prywatnych położnych działa już na Zelandii. Dzięki temu odsetek domowych porodów w krótkim czasie wzrósł z 2-3% do 10%. W Polsce w ciągu ostatniego roku miałam w Polsce około 10 porodów domowych. Na podstawie danych Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni, w 2011 roku w całej Polsce było 110 porodów domowych.
Muszę powiedzieć, że dla kobiet taki poród to dobre rozwiązanie, jeśli tylko jest zdrowa i ciąża przebiega prawidłowo. Szpital to jednak bomba biologiczna dla noworodka. Chociaż obserwuję, że coraz częściej w szpitalach zachęca się rodziców, żeby zabierali na poród własne ręczniki, ubranka i pieluchy dla dziecka, żeby skolonizować je swoimi własnymi bakteriami, w środowisku których będzie przecież wzrastało. Z tego też względu tak ważny jest pierwszy kontakt z dzieckiem „skóra do skóry”.

H: Czy Dunki chętnie karmią piersią, czy trzeba je do tego zachęcać?

JP: Edukacja w tym zakresie również jest nieodzowna. Warto zachęcać kobiety, żeby już w ciągu 2 godzin od porodu pierwszy raz nakarmiły dziecko piersią. Im szybciej bowiem zaczniemy, tym łatwiejszy jest start. Parę lat temu w Kopenhadze w jakiejś modnej knajpie kobieta postanowiła nakarmić dziecko piersią, za co oczywiście spotkała ją krytyka. W efekcie przeprowadzono kampanię społeczną, uświadamiającą jak ważne jest karmienie dziecka mlekiem mamy, że to najzdrowszy pokarm dla niego. Teraz rzeczywiście widzi się kobiety, które publicznie karmią piersią. Około 70% kobiet w Danii karmi swoje dziecko piersią przez pierwsze 6 miesięcy, czyli zgodnie z zaleceniami WHO.

H: Czy na polskiej porodówce jest miejsce na pozycje wertykalne i inne innowacje?

JP: W tych większych szpitalach w Warszawie to może pilnuje się standardów, ale w małych szpitalach naprawdę różnie bywa. Zdarzahipoalergiczni_jolanta_petersen_dania_porody się, że dziewczyny są na przymus kładzione na plecach, mają nacinane krocze, co już w ogóle nie jest wskazane. Przytoczę znowu skandynawskie statystyki – w Danii nacina się tylko 6% kobiet, w Norwegii 12%. Cała Skandynawia jest przerażona, że w Norwegii jest taki wysoki wskaźnik, a jak jest w Polsce? 90%.
Pozycje wertykalne są dobre, ale musi wybrać je kobieta. Miałam dziewczyny, które przemaszerowały przez wszystkie pozycje, a na koniec, na te ostatnie skurcze i tak kładły się na plecach. Jest to sprawa indywidualna, ale najważniejsze, aby kobiecie niczego nie narzucać. Metoda parcia na 3 na jednym skurczu to też jest w ogóle średniowiecze, a wiem, że u nas się stosuje i jest to dość popularne na mniejszych porodówkach. Czasem mam wrażenie, że jest to totalnie niereformowalna sfera, nie zmienimy tego, jeśli położne będą mówić, cytuję: że już im się nie opłaca, bo zostało im tylko 12 lat do emerytury. Albo mówią, że oczywiście stosują się do standardów, a potem od dziewczyn na sali porodowej dowiaduję się, że miały klasyczny poród z leżeniem na wznak, krzyczeniem, trzymaniem głowy i parciem na siłę.

H: Czy w pracy z polskimi pacjentkami stara się Pani przemycać duńskie standardy?

JP: Polki bardzo chętnie i z dużym zainteresowanie słuchają jak im tłumaczę, żeby stosowały mniej chemii, mniej tego Johnsona, aby raczej wybierały te tzw. babcine sposoby. To nie tylko jest tańsze, ale przede wszystkim zdrowsze. Widzę, że zarówno mamy, jak i ojcowie wprowadzają to w życie – ostatnimi czasy coraz więcej rodziców decyduje się na pieluszki wielorazowe czy też rezygnuje z super pachnących kosmetyków dla dzieci. Rusza więc w dobrym kierunku.

H: Co w takim razie doradzić kobietom, które są pierwszy raz w ciąży, aby ich poród był dobrym doświadczeniem?

JP: Doradziłabym, aby wierzyły, że dadzą radę urodzić naturalnie. Nie ma czegoś takiego jak za wąska kobieta w biodrach, czy za duże dziecko, a za mała kobieta. Nie ma czegoś takiego. Każda kobieta powinna spróbować. Jest naprawdę niewielki procent kobiet, które nie mogą rodzić naturalnie, a tak poza tym to większość ma w sobie potencjał. Trzeba pozytywnie patrzeć na ciążę, poród i macierzyństwo, bo to już jest połowa sukcesu. Warto też znaleźć sobie jakąś fajną położną i przede wszystkim otaczać się ludźmi, którzy pozytywnie patrzą na poród, na ciążę, na karmienie piersią.
Na pewno im później się kobieta zjawi na porodówce tym lepiej. Jeśli poród nie poszedł do końca tak, jak się oczekiwało, to też się nie przejmować, bo w domu można dużo nadrobić, na przykład kontaktem skóra do skóry czy kangurowaniem dziecka. To też jest ważna część, bo takie lulane dziecko jest spokojne, a to oznacza spokojną mamę i spokojnego tatę. Im więcej pozytywnej energii, wiary, że dam radę, słuchania pozytywnych historii, a później takiej bliskości z dzieckiem, tym większe szanse na doświadczenie znacznie przyjemniejsze niż to, które może być nam zaserwowane na zwykłej sali porodowej.

12.04.2013 WARSZAWA , JOLA PETERSEN - POLOZNA FOT. ANNA BEDYNSKA  / AGENCJA GAZETAJolanta Petersen– położna. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Danii, w szpitalu uniwersyteckim i w domach narodzin. Aktualnie praktykuje jako położna oddziałowa na Grenlandii, w specjalistycznej klinice. Członkini stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie pasjonatka fotografii. Zdjęcia Grenlandii pochodzą z prywatnych zbiorów Jolanty Petersen.

 

Fot. www.hipoalergiczni.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *