srokao.pl: Z pewną taką nieśmiałością ;)

Z pewną taką nieśmiałością

Tak często pytacie o środki higienicznie czy to dla Was czy to dla Waszych dorastających dziewczyn, że zaczęłam się sama rozglądać za czymś godnym polecenia. Oczywiście najczęściej poza tym, że ma być dobre to najlepiej dostępne stacjonarnie. Oto proszę pojawiają się w Rossmann produkty typu tampony, podpaski i wkładki higieniczne ekologiczne.

Miałam okazję je przetestować i co tu mówić porównać tradycyjnymi, drogeryjnymi produktami. Nie będę Wam opowiadać bajek i pisać, że regularnie i zawsze używam środków higienicznych bio, eko itp... Nie. Tak nie jest. Miałam styczność z kilkoma produktami eko i były to podpaski i było to dość dawno i ... nie byłam szczególnie zadowolona.
Tak bardzo jestem przyzwyczajona do dorgeryjnych super chłonnych i super białych produktów tego typu, że nawet wiedza o tym ile tam jest chemii nie była w stanie mnie przekonać, do burych i "kartonowych" produktów eko. Bo niestety, pierwsze produkty eko jakie testowałam były bure i to mi w sumie nie przeszkadzało, przeszkadzała mi struktura, miękkość i chłonność.
Pisałam Wam, że to było dawno? Aaaa pisałam. Więc te dawne doświadczenia sprawiły, że jakoś nie miałam ochoty na kolejne testy.

I pewnie zostało by tak dalej, ale miałam okazję porozmawiać z dystrybutorami marki Giner Organic, którzy to tak bardzo zachwalali te produkty, że postanowiłam spróbować.

Czekałam na przesyłkę. Starałam się nie nastawiać się, ani dobrze, ani źle. Otworzyłam paczkę i ... zobaczyłam "tekturowe" opakowaniu w stylu "jesteśmy takie naturalne" i zadrżałam. Pomyślałam "cholera znowu tektura" . Nie otworzyłam od razu, żeby zobaczyć co w środku. Poczekałam kilka dni, żeby złe nastawienie poszło w kąt.

Po kilku dniach postanowiłam otworzyć podpaski i oto ze zdziwieniem odkryłam, że w zasadzie gdyby nie opakowanie zewnętrzne nigdy bym się nie domyśliła, że mam do czynienia z eko produktem.
Każda podpaska zapakowana w osobne opakowanie. Po podpaskach otworzyłam wkładki - bieluteńkie i mięciutkie. Na koniec tampony z "podajnikiem" i bez i wszystkie te produkty w wyglądzie, bo o tym na razie piszę, niczym nie odbiegają od tego do czego jesteśmy przyzwyczajone w drogeryjnych produktach.

Rożnica kryje się we wnętrzu

  • Certyfikowana, organiczna bawełna wybielana nadtlenkiem wodoru.
  • Absorbentem jest również bawełna organiczna.
  • Biofolia ze skrobi kukurydzianej nie modyfikowanej genetycznie.

Wszystko to sprawia, że produkty te są certyfikowane przez Ecocert i allergy certified.

Czyli nie mamy tzw. chemii, chemicznych absorberów, chloru i sztucznych zapachów. Ta cała "chemia" też sprawiała, że w zasadzie nie używałam tamponów. Pomysł na aplikację chemicznego cuda napawał mnie lekkim strachem.

Tylko czy to działa czy to chroni?

Tak i tak!
Na prawdę nie ma różnicy w komforcie użytkowania. Miękkość, delikatność, dopasowywanie się itp... wszystko świetnie.
Chłonność, bo to bardzo istotne.
W tamponach nie ma różnicy, w podpaskach chłonność jest mniejsza, nie żeby w znaczący sposób, ale jednak mniejsza. Tu litra wody jak w reklamie nie utrzymacie 🙂 .
Nic się nie "przelewa", nie rozwala, nie przesiąka. Ot porządne zwykłe/niezwykłe środki higieniczne.

Co powinnam jeszcze napisać, to jest właśnie prawdziwy produkt hypoalergiczny. Praktycznie, maksymalnie pozbawiony alergenów i biodegradowalny.
Nie ma co też ukrywać, w porównaniu z "normalnymi" produktami tego typu, te nie są najtańsze. Płacicie jednak za za maksymalną czystość i jakość. Alergie, odparzenia, podrażnienia i inne tego typu niespodzianki w zasadzie nie mają prawa się pojawić.

Źródło: www.srokao.pl/2017/09/z-pewna-taka-niesmiaoscia.html